Ile kosztuje stworzenie aplikacji? Koszt prototypu aplikacji Boomerun

19 Lut 2020

Piotr Burakowski
Piotr Burakowski
Dziennikarz biznesowo-technologiczny, publikuje od 2006 r.

Boomerun wzbudził duże zainteresowanie, ponieważ obiecywał użytkownikom, że za chodzenie otrzymają nagrody lub dostęp do różnego rodzaju promocji. Tymczasem wielu korzystających z aplikacji, mimo zebranych punktów, mogło obejść się tylko smakiem.

Idea, którą chwalił się twórca Boomerun, jest prosta – im więcej chodzisz, tym więcej zyskujesz punktów, które możesz wymienić na przedmioty (Apple Watch 5.0, smartwatch Xiaomi Amazfit Bip itd.) czy promocje.

Brzmi zbyt pięknie? Nic bardziej mylnego. Tomasz Uściński przekonuje, że nagrody, owszem, były dostępne, ale w ilości, która nie pokryła się z zaskakująco dużą liczbą aktywnych użytkowników.

– Brak dostępności nagród wynika z tego, że kiedy startowaliśmy z kampanią informacyjną na temat Boomerun, nie spodziewaliśmy się tak dużej liczby użytkowników. Sądziliśmy, że zainteresowanie będzie na poziomie kilku tysięcy osób. Dlatego w pierwszym okresie zaoferowaliśmy 700 nagród – mówi The Story Journal Tomasz Uściński.

Startupowiec zaznacza, że tymczasem udało pozyskać się kilkadziesiąt tysięcy użytkowników, którzy okazali się bardzo aktywni i wymieniali punkty na nagrody, aż do ich wyczerpania.

Tomasz Uściński, twórca aplikacji Boomerun.
Tomasz Uściński, co-founder Boomerun. | Fot. Facebook.com/boomerun

Marzysz też o własnej aplikacji? W The Story robimy cholernie dobre aplikacje webowe i mobilne. Sprawdź!


Rozczarowani, ale sami sobie winni?

Wyobraźcie więc sobie minę użytkownika, który przez kilka miesięcy zbierał punkty, by zdobyć np. zegarek Garmina, podczas gdy okazało się, że wymarzona nagroda nie jest już dostępna.

Tomasz Uściński zwraca uwagę, że nie wszyscy zapoznali się z informacjami zawartymi na stronie Boomerun i w aplikacji.

– W każdym opisie kodu znajdowała się informacja, że kody nie są gwarantowane, tzn. ich liczba jest ograniczona, a o dostępności decyduje kolejność zgłoszeń. Część użytkowników żyła jednak w przeświadczeniu, że fakt, iż mają punkty, wystarczy, by mogli odebrać określoną nagrodę. Przykro mi, że informacja na ten temat z naszej strony nie była wyczerpująca i zrozumiała. Cały czas się uczymy i budujemy aplikację – twierdzi Tomasz Uściński.

Dodam, że przygotowaliśmy się dobrze regulacyjnie: w regulaminie znajduje się informacja, że aplikacja nie gwarantuje wszystkim użytkownikom możliwości odbioru nagród. W jednym z punktów zawarliśmy zastrzeżenie, że o odebraniu nagrody decyduje dostępność i kolejność zgłoszeń, przy jednoczesnym założeniu, że nie wszyscy użytkownicy otrzymają nagrody. Jest to jednak nauczka dla nas, że sam regulamin nie wystarczy, bo akceptacja regulaminu często odbywa się automatycznie – dodaje pomysłodawca Boomerun.

Boomerun mierzy kroki przebyte przez użytkownika.
Boomerun zlicza kroki przebyte przez użytkownika. | Fot. mat. prasowe

Model biznesowy. Od aplikacji z nagrodami po aplikację z promocjami

Tomasz Uściński chce, żeby Boomerun był inaczej postrzegany. Liczy, że z czasem jego dziecko nie będzie już widziane jako aplikacja, która oferuje nagrody, tylko jako aplikacja oferująca zniżki.

Wygląda więc na to, że nagrody były tylko chwilowym wabikiem. Miały przyciągnąć użytkowników, co ułatwiłoby rozmowę z potencjalnymi partnerami biznesowymi, którzy podzieliliby się zniżkami.

Od stycznia tego roku rozpocząłem intensywne rozmowy z partnerami. Miałem okazję rozmawiać z nimi już wcześniej o włączeniu ich oferty do Boomerun. Ale wówczas aplikacja była dla wielu partnerów nieatrakcyjna ze względu na brak społeczności. Dziś nasi użytkownicy dali nam oficjalne potwierdzenie, że nagradzanie za aktywność fizyczną ma sens – uważa Tomasz Uściński.

Przedsiębiorca zdradza, że pierwsze rozmowy z potencjalnymi partnerami rozpoczął już w 2018 roku, gdy aplikacja nie była jeszcze dostępna. Tomasz Uściński opowiadał wówczas partnerom tylko o samej koncepcji fizycznego angażowania i budowania lojalności, będącej wynikiem aktywności fizycznej.

– Lecz wszędzie tam, gdzie pomysł się podobał, padało główne pytanie o to, ilu mamy użytkowników. Wówczas oczywiście w ogóle ich nie miałem. Przedstawiciele największych marek mówili mi, żeby do nich wrócić, kiedy użytkownicy już się pojawią – tłumaczy Tomasz Uściński.

Co-founder Boomerun nie ukrywa, że udostępnił nagrody w grudniu, by w postaci odpowiednio dużej społeczności mieć argument do rozmów z przedstawicielami marek handlowych. Twierdzi, że w ciągu około trzech miesięcy (od grudnia do lutego) wydano łącznie ponad 200 tys. zł na nagrody.

– Jak dla naszego startupu, jest to dość poważna kwota. Stwierdziliśmy jednak, że będziemy to robić, żeby jak największa liczba użytkowników otrzymała nagrody. Miałoby to zagwarantować prezentowanie w aplikacji dedykowanych ofert – ocenia startupowiec.

Tymi dedykowanymi ofertami byłyby promocje na zakupy – użytkownicy otrzymują obecnie jedynie rabaty, które i tak bez żadnego wysiłku możemy zyskać poza aplikacją. Zdaniem Tomasza Uścińskiego oferowanie takich promocji ma na celu przyzwyczajenie użytkowników do modelu, w którym to nie nagrody są najważniejsze, tylko zniżki.

Użytkownicy Boomerun zirytowali się tym, co oferuje aplikacja.
No cóż, nic dziwnego, że użytkownicy zirytowali się tym, że płacą punktami za coś, co i tak jest dostępne od ręki na stronie sklepu. | Fot. Facebook.com/Boomerun

Startupowiec argumentuje, że nie chciał zostawiać użytkowników w sytuacji, gdzie z jednej strony mają wciąż limitowaną liczbę nagród, a z drugiej obiecano im, że z czasem zaczną pojawiać się oferty związane z zakupami.

– Dlatego w kolejnym kroku postanowiłem sprezentować użytkownikom ogólnodostępne promocje, żeby przesunąć trochę ciężar z aplikacji, która daje nagrody na aplikację, która daje zniżki. Dziś jesteśmy na etapie, w którym użytkownicy, owszem, korzystają z ogólnodostępnych promocji, ale chcemy w ten sposób przyzwyczaić ich do modelu transakcyjnego aplikacji, na którym nam zależy. Prowadzę obecnie rozmowy ze sklepami, żeby w aplikacji pojawiły się dedykowane oferty – opowiada o modelu biznesowym Tomasz Uściński.

Cashback pomysłem na Boomerun

Startupowiec stawia teraz na cashbacki, które miałyby zachęcić użytkowników do korzystania z aplikacji. W planowanym programie lojalnościowym chodzi o to, żeby użytkownicy mieli możliwość realizowania zakupów z odpowiednimi zniżkami.

– Zależy mi, aby użytkownicy w zamian za aktywność fizyczną i zakupy u moich partnerów mogli otrzymywać cashbacki. Wyobraźmy sobie, że w aplikacji znajduje się jakaś oferta i użytkownik z niej korzysta. Robi zakupy za X złotych i w zamian otrzymuje na swoje konto, poza możliwością kupienia czegoś po bardziej atrakcyjnej cenie, cashback. To mój najnowszy pomysł, nad którym obecnie pracuję – zapowiada Tomasz Uściński.

Pomysłodawca Boomerun przybliża, że cashback będzie z czasem możliwy do wypłacenia jako gotówka. Drugą opcją okaże się zbieranie cashbacków, aby później, już za sumę wszystkich zakupów, móc otrzymać nagrodę. Co-founder Boomerun podkreśla, że wówczas wreszcie dostaniemy gwarancję, że nagroda na pewno trafi do naszych rąk.

– Aplikacja zmienia się właśnie w taki sposób, że znajdzie się w niej sporo różnych ofert. Część z nich, owszem, będzie ofertami ogólnodostępnymi. Ale pojawią się też programy dedykowane dla użytkowników Boomerun. Dodatkową korzyścią może być wspomniany cashback – zdradza swoje plany startupowiec.

Skąd pieniądze na aplikację

Aplikacja do mierzenia aktywności fizycznej i nagradzania za nią użytkowników została sfinansowana przez fundusz inwestycyjny Rubicon Partners, fundusz Spinaker, Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR).

Boomerun to aplikacja, która miała dawać nagrody za aktywność fizyczną.

Kwota opiewała łącznie na około 2 mln zł. Boomerun powstał w ramach unijnego Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020 i platform startowych dla nowych pomysłów.

Wysokie wymagania wobec prototypu

Tyle o planach, ale przyjrzyjmy się początkom aplikacji. Tomasz Uściński informuje, że stworzenie prototypu kosztowało około 500 tys. zł, a testy przeprowadził na około tysiącu użytkowników.

Pół miliona złotych to duża suma, ale Tomasz Uściński uważa, że rola MVP zmieniła się na przestrzeni lat. Podczas gdy dawniej MVP służyło udowodnieniu pewnej tezy i zakładało bardzo duże uproszczenia, zarówno od strony wizualnej i funkcjonalnej, tak dziś użytkownicy stawiają często wysokie wymagania wobec prototypu.

– Oczekiwanie wobec MVP jest obecnie zupełnie inne – poprzeczka została postawiona o wiele wyżej. W efekcie koszt wytworzenia aplikacji tylko po to, żeby przetestować pewne rozwiązania i potwierdzić postawioną tezę, okazuje się o wiele wyższy niż przed laty – ocenia Tomasz Uściński.

Dodaje, że od samego początku prac stawiał na wysoką jakość aplikacji – tak pod kątem wizualnym, jak i UX/UI, czyli tym wszystkim, co związane z doświadczeniami użytkownika.

– Mieliśmy świadomość, że nawet jeżeli po stronie technologii wystąpią pewne potknięcia, to nadrobimy stroną wizualną. Wizualizacja aplikacji powstała w oparciu o dane, które uzyskaliśmy od zewnętrznej sondażowni. Było to duże badanie demograficzne, dzięki któremu dowiedzieliśmy się, kto jest naszym potencjalnym użytkownikiem. Z tej grupy wydzieliliśmy odpowiednie persony i na bazie tego przygotowaliśmy całą wizualizację Boomerun, która była adekwatna do ich potrzeb – przybliża Tomasz Uściński.

W Boomerun najważniejsze mają być zniżki, a nie nagrody.
Tomasz Uściński chce, by jego aplikacja kojarzyła się głównie ze zniżkami, a nie nagrodami. | Fot. mat. prasowe

Na dalszy plan zszedł wtedy aspekt technologiczny, choć aplikacja musiała oczywiście spełniać swoje funkcje.

– Tymi funkcjami były pomiar aktywności fizycznej (mierzono kroki, tak by zamieniały się na punkty) i możliwość wymiany zdobytych punktów na konkretne benefity w aplikacji – wymienia Tomasz Uściński.

Dodajmy, że w prototypie aplikacji zabrakło nagród – widoczne były tylko puste pola, gdzie funkcjonalności miały zostać później zaimplementowane.

Nie wszystko działało jednak tak jak trzeba. – Jeśli chodzi o monitorowanie aktywności fizycznej, nasza aplikacja, mówiąc krótko, na początku działała słabo. Liczyła niedokładnie kroki: występowała niepełna czy też niewłaściwa integracja ze źródłami danych w urządzeniu. Testując ją, nie widziałem prawidłowo zmierzonej aktywności fizycznej. Dziś jest to już dopracowane i działa zupełnie inaczej – wspomina startupowiec.

Nieskomplikowany backend

– Kolejnym elementem był backend, czyli wszystko to, co jest niewidoczne dla użytkownika. W tym aspekcie początkowo wyznaczyliśmy sobie podstawowe wymagania. Kod został napisany w bardzo prosty sposób. Co więcej, wszystkie rozwiązania związane z monitorowaniem aplikacji i aktywności były jeszcze niedostępne na poziomie raportowania oraz obserwacji przez interfejs administracyjny – przywołuje Tomasz Uściński.

Co więcej, wszystkie rozwiązania związane z monitorowaniem aplikacji i aktywności były jeszcze niedostępne na poziomie raportowania i obserwacji przez interfejs administracyjny.

Dlatego zawsze, kiedy chciałem dowiedzieć się czegoś na temat użytkowników aplikacji i ich aktywności, musiałem tworzyć zapytania do bazy danych odpowiednimi selectami. Na tym etapie nie było jeszcze interfejsu, który pozwalałby mi uzyskać informacje w ułatwiony sposób – wspomina przedsiębiorca.

W aplikacji widoczny jest dzienny bilans aktywności fizycznej.
W aplikacji zobaczymy nasz dzienny bilans aktywności fizycznej. | Fot. mat. prasowe

Jak był hostowany prototyp

Przejdźmy do kolejnego aspektu technicznego – hostowania. Hostowanie prototypu odbywało się na zewnątrz, bo Tomasz Uściński nie dysponował własnymi serwerami.

– Było to proste rozwiązanie, które nie wymagało dużych nakładów – tłumaczy. Dodaje, że kolejnym ważnym elementem, który okazał się podczas większych testów „wąskim gardłem”, była kwestia obsługi wiadomości e-mail w aplikacji.

– Proces rejestracji użytkownika wygląda tak, że użytkownik podczas onboardingu rozmawia ze swoim coachem (chatbotem). Kiedy już przejdzie przez wszystkie etapy takiego procesu, otrzymuje na e-maila unikalny link z tokenem, którego kliknięcie spowoduje weryfikację i utworzenie finalnego konta – omawia startupowiec.

Początkowo systemem, który obsługiwał wysyłkę e-maili, było Google. – Sprawdzał się on dobrze, kiedy w ciągu dnia pozyskiwaliśmy dziennie średnio około 5-10 użytkowników. Tacy użytkownicy trafiali do nas przypadkiem, lecz tak w ciągu roku ich liczba wzrosła do około tysiąca. Ale w momencie, gdy okazało się, że napływ chętnych jest o wiele większy, musieliśmy postawić już na całkowicie profesjonalne rozwiązania – przyznaje Tomasz Uściński.

Jaki był cel prototypu

W wypadku prototypu Boomerun chodziło o zbadanie, czy model nagradzania aktywności fizycznej się sprawdza. Tomasz Uściński twierdzi, że z czasem okazało się, że taki model w pełni działa.

Wychodziliśmy z założenia, że nie tworzymy aplikacji, żeby ją później wprowadzać na siłę na rynek, tylko najpierw chcemy poznać rynek i na bazie naszej wiedzy i spostrzeżeń zbudować aplikację. Innymi słowy, zastosowaliśmy model design thinking – przekonuje startupowiec.

Od samego początku zdecydowanie postawiliśmy na badania i rozpoznanie rynku. Kolejnym etapem, jeszcze przed zbudowaniem jakiejkolwiek technologii, było zastanowienie się nad tym, do kogo i jakim językiem chcemy mówić. Zajęliśmy się więc komunikacją. Gdy już wiedzieliśmy, jaka jest nasza grupa docelowa i mieliśmy wizję tego, co chcemy przekazać użytkownikom, zastanawialiśmy się, w jaki sposób zbudujemy markę – analizuje Tomasz Uściński.

Przywołuje, że kolejnym etapem był więc proces budowania marki i propozycji wartości dla kilku person (użytkowników). Wtedy były już gotowe logotyp i przekaz, który szedł za aplikacją.

– Ważnym elementem było dotarcie z naszą propozycją nie tylko do użytkowników aplikacji, ale i partnerów biznesowych, którzy mieli umieszczać w Boomerun swoje oferty – podkreśla twórca „apki”.

– Dużym wyzwaniem okazało się przygotowanie dla nich całego rozwiązania, opowiedzenie, jakie korzyści może im dać aplikacja, a także przetłumaczenie tego na język technologii. Dopiero później, kiedy mieliśmy brand book i logotyp, rozpoczęliśmy pracę w obszarach UX/UI oraz budowania aplikacji od strony wizualnej. Gdy mieliśmy już to za sobą, dopiero wówczas pojawili się developerzy i devopsi – ruszyliśmy ze wszystkim, co związane z „twardą technologią”. Dodam, że aplikacja była przygotowywana na dwa systemy (Android i iOS), co rzecz jasna wpłynęło na koszty – omawia Tomasz Uściński.

Tomasz Uściński się nie poddaje

Tomasz Uściński ma już za sobą zrobienie prototypu i gotowego produktu, który zyskał wiele negatywnych opinii w Google Play.

– Proszę zwrócić uwagę, że mamy tam dwa rodzaje opinii dotyczących Boomerun: albo bardzo pozytywne, które mówią, że aplikacja jest super, albo bardzo negatywne, które nie odnoszą się do aplikacji samej w sobie. Pojawia się tylko wyraz niezadowolenia z tego, że użytkownicy nie mają możliwości wykorzystania swoich punktów. To jest kwestia niezwiązana z samą technologią i sposobem działania aplikacji – odpiera Tomasz Uściński, a ja z kolei przypominam mu, że to właśnie nagrody są clou Boomerun.

– Na samym początku komunikowaliśmy, iż poza tym, że aplikacja pozwoli na odbiór nagród, posłuży także do tego, by kupować produkty taniej w ramach różnego rodzaju promocji, kodów rabatowych czy programów lojalnościowych – odpowiada Tomasz Uściński.

Zniżki oferowane przez Boomerun są i tak ogólnodostępne.
Zniżki, które znajdziemy aktualnie w Boomerun, są i tak ogólnodostępne. | Fot. mat. prasowe

Przybliża, że choć obecnie takie rozwiązanie jeszcze nie funkcjonuje, to kończy już rozmowy z partnerami. Wszystko po to, aby w Boomerun jak najszybciej pojawiły się dedykowane oferty.

Pracujemy nad nową koncepcją od około miesiąca. To krótki czas, a i tak udało nam się dodać na szybko do aplikacji promocje od naszych partnerów. Cały czas pamiętam, że są one ogólnodostępne, ale działamy krok po kroku. Nie jesteśmy w stanie zorganizować lotu w kosmos w ciągu jednego miesiąca – wyjaśnia startupowiec.

– Co ważne, budujemy aktualnie track record dla naszych partnerów. Proszę pamiętać, że są to duże organizacje, które myślą dużymi liczbami. Dzisiaj, nawet jeśli mamy około 100 tys. użytkowników, marki chcą zobaczyć, jaki jest realny wpływ aplikacji na użytkowników i jaka jest ich realna aktywność zakupowa. Swoją drogą, widać, że użytkownicy robią zakupy, co mnie bardzo cieszy – podkreśla Tomasz Uściński.

Zrozumieć położenie startupu

Tomasz Uściński twierdzi, że wśród użytkowników Boomerun nie brak osób, które rozumieją niełatwe położenie jego przedsięwzięcia. 

– Sytuację startupu, firmy, która dopiero startuje i buduje swoją ofertę. I to jest dla mnie najważniejsze. Plan, który sobie założyłem, to w ciągu najbliższych tygodni poszerzyć ofertę i zbudować dodatkowe funkcjonalności – i to już nie tylko na poziomie aplikacji, ale także strony, gdzie znajdziemy panel użytkownika. W ramach tego panelu użytkownik będzie miał możliwość zarządzania swoimi ofertami i wymianą punktów, a z czasem także cashbacków oraz nagród – zapowiada Tomasz Uściński.

Nieprzychylne opinie na temat Boomerun traktuje z kolei jako cenny feedback.

Dlatego też pierwszy okres pozyskiwania użytkowników stanowi dla mnie cenną informację o tym, jak buduje się startup. Otrzymałem konkretny feedback rynkowy na temat aplikacji. Dla mnie najważniejszą informacją zwrotną jest to, że aplikacja powinna się rozwijać – zarówno na poziomie funkcjonalności, i w tym aspekcie już działamy, jak i tego, by pojawiła się możliwość wymiany zebranych punktów, nad czym także obecnie pracujemy – informuje startupowiec.

Pytany zaś o niską ocenę (2,2/5) Boomerun w Google Play, Tomasz Uściński odpowiada:

– Jest to oczywiście pewien koszt, który muszę ponieść. Nie było stać mnie na to, żeby dać wszystkim użytkownikom nagrody. Bo, proszę wybaczyć, nawet gdybym każdemu użytkownikowi spośród tych 100 tys. zapewnił kartę podarunkową o wartości 50 zł, można łatwo wyliczyć, z jakim kosztem by się to wiązało. To koszt nie do poniesienia – argumentuje nasz rozmówca.

Startupowiec zdaje sobie także sprawę, że ucierpiał na tym jego wizerunek, ale mimo to dalej walczy o powodzenie Boomerun.

– Koszt, który aktualnie ponoszę, to koszt wizerunkowy – moja aplikacja ma w Google Play taką, a nie inną ocenę. Co teraz mogę zrobić? Mogę poddać się i powiedzieć: Okej, dobra, z taką oceną już nie wyciągnę za uszy aplikacji. Ale absolutnie nie o to chodzi. Na bazie tego doświadczenia muszę zbudować nową wartość dla użytkownika – ocenia Tomasz Uściński.


Zainspiruj się historią aplikacji ParrotOne!


Co-founder Boomerun ma nadzieję, że mimo obecnej krytyki, postrzeganie jego aplikacji zmieni się na lepsze.

– Wierzę, że z czasem, gdy będą pojawiać się nowi użytkownicy, ocena zmieni się na lepszą. Może nawet część tych, którzy wystawili już negatywne oceny, później je zmieni. Jak powiedziałem, jestem na początku drogi – podsumowuje pomysłodawca Boomerun.

Fot. główna: 123RF.com


Dzięki za lekturę! Następnym razem przyjrzymy się innej nietypowej aplikacji. Tymczasem zachęcamy do dzielenia się artykułem o Boomerun za pomocą poniższych przycisków.

Piotr Burakowski
Piotr Burakowski
Dziennikarz biznesowo-technologiczny, publikuje od 2006 r.

Tworzymy szyte na miarę aplikacje webowe